Przez chwastowisko

Czym jest chwastowisko?
Miejscem pełnym chwastów.
Czym jest chwast?
Rośliną w tym miejscu niepożądaną.

W mieście chwastowisko to każdy skrawek terenu zielonego, a chwastami są wszystkie dziko rosnące rośliny. Nie do pomyślenia jest bowiem, by zieleń trawników zaśmiecały białe główki koniczyn czy żółte koszyczki mniszków. Trzeba je kosić, kosić, kosić… jak najczęściej i najlepiej równo z gruntem. Dlaczego? Bo się rozmnożą. W czym by to miało przeszkadzać na terenie, gdzie brak upraw rolnych? Przekonującej odpowiedzi brak.

Moja przygoda z chwastami zaczęła się wiosną 2007 roku. Pewnego dnia w samym centrum miasta trafiłam na kompletnie dziki zakątek. Zachwyciłam się wówczas urodą polnych roślin i zapragnęłam ją utrwalać na zdjęciach. Z czasem dostrzegłam też barwność i różnorodność stworzeń zamieszkujących trawniki, parki i lasy.

W ostatnim czasie obserwuję ze smutkiem, że coraz mniej pozostaje w mieście enklaw, gdzie w spokoju może rozwijać się życie. Wiele miejsc, odwiedzonych przeze mnie w przeszłości, straciło już swój unikalny charakter. Ślad tamtej niepowtarzalnej atmosfery pozostał tylko na fotografiach.

Zapraszam na wspólny spacer po warszawskich chwastowiskach. Tych, które już nie istnieją i tych, które wciąż trwają na przekór ludzkim intencjom.

:: radzido ::

:: Witaj na Chwastowisku ::

:: Chwastowisko Warszawskie ::
zdjęcia chwastów, kwiatów łąkowych i leśnych, motyli, pluskwiaków, chrząszczy i innych owadów
:: treść i fotografie © radzido 2008 – 2009 ::


95 Odpowiedzi do “główna”


  1. 1 irena
    8 wrzesień 2008 o 0:13

    Bardzo ucieszyłam się czytając powitalny wpis o miejskim chwastowisku. Ucieszyłam się, że ktoś myśli podobnie. Eleganckie, przystrzyżone trawniki bez śladu innych, po za trawą, roślin są ładne, ale nudne. No, może zgodziłabym się na usuwanie chwastów rosnących po pas (niestety komos i innych bylic), ale wszystkie inne, szczególnie kolorowo kwitnące … !
    Więcej – zamieniłabym trawę na rdest ptasi: gdy trawniki latem żółkną, rdest jeszcze długo jest zielony.

    Gratuluję pomysłu i życzę jeszcze wielu “odkryć” na “zaniedbanych” trawniczkach.

    Irena

  2. 2 chwastowisko
    8 wrzesień 2008 o 21:43

    Ireno, bardzo mi miło, że podobnie myślisz. :)
    Te trawniki latem… Tak by nie żółkły, gdyby nie były przycięte na 5cm. Przycinanie odsłania gołą ziemię, przez co ona znacznie szybciej wysycha, a wraz z nią i te nędzne resztki trawy.
    Gdyby nie kosić łąkowych kwiatów, owady miałyby co jeść i nie wlatywałyby do mieszkań w poszukiwaniu pokarmu (potem czytamy w prasie tytuły: “Agresywne osy atakują!”).
    W przyrodzie wszystko jest ze sobą powiązane na zasadzie delikatnej równowagi, a my tę równowagę zaburzamy, nie zdając sobie sprawy z możliwych konsekwencji. Jeszcze żeby była jakaś idea w tym koszeniu wszystkiego jak leci… ale naprawdę trudno ją dostrzec.

  3. 3 irena
    9 wrzesień 2008 o 18:12

    Oj trudno, trudno dostrzec (tą ideę koszenia)! W tym roku widziałam koszone żółte trawniki. Najbardziej mnie zirytował skoszony “trawnik” ( poprostu trawa z “chwastami” w parku na obrzeżach miasta. Nawet nie park, lecz kawałek lasu wchodzącego do miasta, z lekka zagospodarowany: ławeczki, w jego fragmencie plac zabaw dla dzieci.) W innym jego miejscu posadzono kilka lat temu pigwowce (kręgi). Otóż jakiś (…) kosił to kosiarką, taką traktorową, i skosił wszystko! Krzaczki też!, a były to w tym momencie jedyne zielone kawałki! Te pigwowce zostały skoszone już po raz drugi, poprzednio rok temu. Za każdym razem pozostały czarne kręgi. No i co to za pomysł kosić zżółkniętą, suchą trawę. Bardziej się ją wyrywa, niż kosi. Do dzisiaj nie wszędzie (mimo deszczy) odbudowała się po tym koszeniu. Jest wiele gołych placków.
    Nie tylko owadów byłoby więcej, ale i ptaszków, które z kolei ograniczałyby ilość owadów. I tak cykl się zamyka.
    Nie mówiąc już o urodzie kolorowych trawników!

  4. 4 chwastowisko
    10 wrzesień 2008 o 19:06

    Moje obserwacje są podobne. Kosi się z reguły wszystko jak leci, od-do, bo kogo obchodzą jakieś kwiatki czy krzaczki. Byle było zgodnie z harmonogramem. Ktoś kiedyś wymyślił, że należy to robić siedem razy w ciągu sezonu – i nazwał to “pielegnacją zieleni miejskiej”. Nieważne, że ta “zieleń” jest wyschnięta, zżółknięta, wydeptana, zarażona chorobami, że rośnie na wyjałowionej ziemi. Wykosimy i sprawa pielęgnacji załatwiona, odfajkowana, można iść do kasy.
    A mnie serce boli, jak widzę te wszystkie kolorowe, polne kwiatki leżące pokotem. I bezradnie latające nad nimi motyle. :(

  5. 5 markopolo123
    18 listopad 2008 o 14:43

    To prawda,kosi się w mieście(i na wsi)trawniki,obcina do gołych pni drzewa…
    drzewa niesłusznie wyrośnięte,bo posadzone za komuny między blokami,najlepiej wszystko wylać asfaltem,albo wyłożyć tak modną ostatnio kostką…ja na szczęście mam mały ogródek,ale nawet tutaj motyli jak na lekarstwo,ptaszki wyłapują wszędobylskie dzikie koty…
    Za miastem,na polach żadnego ptactwa(bażanty,kuropatwy…)tylko lisy i wypuszczane psy…
    Ale cieszy bardzo , że są ludzie wrażliwi,dostrzegający piękno makro przyrody…
    Jestem zachwycony Chwastowiskiem…
    wytrwałości życzę i pozdrawiam…
    :)

  6. 18 listopad 2008 o 18:27

    Niezmiernie się cieszę, że Chwastowisko Ci się podoba. :)
    Niestety, dożyliśmy czasów, że pod hasłem “ekologia” rozumie się głównie segregowanie odpadów… Mam wrażenie, że większość ludzi wolałaby żyć w czystym, sterylnym, wybetonowanym środowisku. Ono im się wydaje bezpieczne, znane, oswojone. A taki, dajmy na to owad… przecież ugryźć może!
    Chcesz, żeby do ogródka przylatywały chętniej motyle? Przeznacz kawałek na polne rośliny – koniczynę, komonicę, lucernę, pokrzywę. Wtedy być może zamieszkają u Ciebie nawet na stałe. Ich gąsienice właśnie takiego pokarmu potrzebują – na ozdobnych kwiatach się nie wyżywią.
    Pozdrawiam serdecznie. :)

  7. 7 Basia
    13 grudzień 2008 o 21:53

    Piękna strona, piękne zdjęcia, będę zaglądać, już należy do ULUBIONYCH! :-) ))

    Problem usuwania zieleni z miast – bo to uporczywe koszenie nazwać można wręcz usuwaniem zieleni z miast – to problem również i w Poznaniu…. :(
    Usiłowałam obserwować różne rośliny, aż zakwitną, cóż, kiedy ścinane były bezwzględnie niemal do samej ziemi!!!!!

    Pozdrawiam,
    Basia

  8. 13 grudzień 2008 o 22:13

    Cieszę się, że Chwastowisko Ci się spodobało. :)
    Chyba nigdy nie zrozumiem, o co właściwie chodzi z tym koszeniem. Ogólnokrajowa moda nastała na wyschnięte, tylko co odstające od ziemi, ledwo żywe źdźbła traw. Taki nowoczesny kanon piękna. :( Za parę miesięcy przyjdzie wiosna i znów będziemy przeżywać te same stresy…

  9. 9 Basia
    14 grudzień 2008 o 18:06

    A wydawałoby się, że obserwowanie przyrody jest zajęciem wolnym od stresów, czystym relaksem i przyjemnością płynącą z kontaktu z naturą, tymczasem jest wręcz przeciwnie, lecz nie za przyczyną przyrody, tylko “współplemieńców” ……. :-( ((

  10. 14 grudzień 2008 o 19:19

    Niestety, masz całkowitą rację… Parę razy omal się nie poryczałam, widząc swoje ulubione miejsca w stanie świeżo wykoszonym. :(
    Cóż, trzeba się przyzwyczaić, że jest jak jest, a może i będzie jeszcze gorzej.

  11. 15 grudzień 2008 o 18:47

    Dzięki za podpowiedź, ze coś jest źle… Już zaczęłam poprawiać. Pozdrawiam!

  12. 15 grudzień 2008 o 19:06

    Najlepiej by było chyba zmienić szablon?
    Pozdrawiam również. :)

  13. 16 grudzień 2008 o 5:33

    Mam pytanie, jak robisz w galerii, żeby fotki otwierały się w “szablonie”? Ja chyba nie umiem, otwierają mi się gołe zdjecia (plik jpg)?

    • 16 grudzień 2008 o 10:53

      Najpierw trzeba zrobić wpis z fotką, a potem ten wpis podlinkować pod miniaturkę. W każdym razie ja tak robię – ale widziałam kiedyś na innym tu blogu, że zdjęcia otwierały się “w szablonie”, mimo że wpisu nie było. Może warto pogrzebać w opcjach grafiki? Tzn. pod tym obrazkiem, który ukazuje się na tle zdjęcia, w edytorze wizualnym, gdy nakierujesz na nie mysz.

  14. 16 grudzień 2008 o 15:42

    Rozumiem, myślę, że wystarczy mi twój sposób. W sumie nie chodzi o to, żeby było szybko. Pozdrawiam (już mi tego nicka poprawili!)

    • 16 grudzień 2008 o 18:04

      Przyszło mi do głowy, że jeszcze jest drugi sposób. Można do każdego z tych zdjęć zrobić osobną stronę. Czasu zajmie to tyle samo co metoda z wpisem, ale nie będzie daty na przykład. No i w RSS-ie się nie pojawi.
      Zauważyłam zmianę. Pozdrawiam również. :)

  15. 17 Basia
    31 grudzień 2008 o 12:39

    W przededniu Nowego 2009 Roku ślę serdeczne i nieustające życzenia, niech się “chwaści”, niech się “foci” ten Nowy Roczek :-)
    Będę zaglądać i oglądać Noworoczne nowinki, choć zima jeszcze trzyma, to zaranie wiosny za pasem, a więc ….. :-)
    Basia

  16. 3 luty 2009 o 18:28

    a dlaczego ja tu jeszcze nie zagladalam ?

  17. 3 luty 2009 o 18:38

    A nie wiem. Wciąż jakieś linki do chwastowiska daję, a Ty nigdy?! Eeech, taki mój pech. ;)

  18. 3 luty 2009 o 21:03

    no to sie poprawie i Twoje linki u siebie tez widocznie sie rabnelam i dwa razy wkleilam ten sam. dzieki za spostrzegawczosc :)
    juz sobie obejrzalam rozne grzybki i porosty :)

  19. 3 luty 2009 o 21:17

    Na codzień raczej mało spotrzegawcza jestem, dopada mnie ta przypadłość od przypadku do przypadku tylko. ;)
    Mam nadzieję, że się spodobały. :)

  20. 15 marzec 2009 o 16:28

    Świetna strona , dodałem do ulubionych , na pewno się przyda , życzę samych super fotek , pozdrawiam . Andrzej.

  21. 20 marzec 2009 o 15:30

    Niiniejszym przyznaję ci miano Kreatywnego Bloggera! Dzięki serdeczne za pomoc!

  22. 20 marzec 2009 o 16:57

    Hoho! Miło mi. Dzięki. :)
    Ale nie muszę tego obrazka wklejać itede? ;)

  23. 20 marzec 2009 o 18:19

    Na swoim blogu podałem link do Twojej strony bo jest rewelacyjna , pozdrawiam . Andrzej.

  24. 20 marzec 2009 o 18:55

    Wiem, widziałam. Strona mi się udała, co prawda zdjęcia w żadnym razie nie tak piękne jak Twoje, ale przecież wciąż się uczę.
    Tu linków nie wstawiam, ale zalinkuję Cię w moim fotoblogu codziennym.
    Pozdrawiam i… oby wiosna przyszła jak najszybciej. :)

  25. 21 marzec 2009 o 21:49

    Mam na imię Andrzej, moja pasją jest przyroda, lubię spacerować po wolnej przestrzeni i poznawać nowe, często zaskakujące zakamarki otaczającej nas przyrody. Bardzo podoba mi się ta strona. Mam do współpracy mojego młodego biologa Krystiana. Krystian niebawem chce postawić w sieci jakąś stronę o mchach i porostach. Nasze zdjęcia nie są jakimś arcydziełem, podobnie jeżeli chodzi o robienie stron w internecie nie jesteśmy ekspertami. Być może ktoś z Was, a może autor tej strony zechce współpracować w tym zakresie, tzn tworzenia dużej bazy dotyczącej mchów i porostów w naszym kraju. A być może ktoś z Was chciałby wstawiać zdjęcia przyrodnicze na stronę garnek.pl, a może ktoś z czytających zechce współtworzyć stronę o mchach i porostach.

  26. 22 marzec 2009 o 15:36

    Witaj, Andrzeju. Fajnie poznać jeszcze jednego miłośnika przyrody. :)
    Krystian to Twój syn, jak rozumiem? Oglądałam trochę Waszych zdjęć, niektóre są całkiem ciekawe. Szczególnie zimowe krajobrazy bardzo mi się podobały.
    Mchy i porosty? Trudny temat, bo obiekty w dużej mierze niełatwe do identyfikacji. Macie jakąś literaturę, klucze? No i pewnie mikroskop by się przydał.
    Hmm, chciałabym powiedzieć, że mogę służyć pomocą przy tworzeniu takiej bazy – ale w gruncie rzeczy na mchach i porostach znam się mało. W mieście występuje bardzo ograniczona liczba gatunków, a i to nie wszystkie potrafię rozpoznać…
    Skoro chcecie stworzyć stronę, zapraszam tu, na WordPress. Mimo iż to system blogowy, umożliwia zbudowanie zupełnie normalnego serwisu, co widać po moim Chwastowisku. Na zdjęcia jest bardzo dużo miejsca, a całe zaplecze edycyjne po polsku.

  27. 32 Green Apple Inn
    26 kwiecień 2009 o 22:50

    Bardzo ciekawa koncepcja, podoba mi się. Chociaż walczę w podagrycznikiem wśród irysów, to w trawie lubię “chwasty” – mlecze, stokrotki, koniczynę no i wszędobylski mech ;)

    Podoba mi sie Twoja strona, będę z pewnością zaglądać częściej :0

    pozdrawiam serdecznie :)

  28. 26 kwiecień 2009 o 23:33

    Miło poznać jeszcze jedną bratnią duszę. Zaglądaj, zapraszam. :)

  29. 28 kwiecień 2009 o 9:01

    hmmm…jak zawsze super!!:) kocham takie zdjęcia…kocham widzić, to co inni niedostrzegają..w tych tak z pozoru zwykłych roślinkach jest tyle piękna!!:) pozdrawiam wszystkich tu zaglądających, i osobę prowadzącą!!:)

  30. 28 kwiecień 2009 o 17:16

    Dzięki, Rachel. Cieszę się bardzo, że Ci się tu podoba. I że mamy podobne podejście do przyrody. :) Wpadaj na Chwastowisko kiedy tylko chcesz, miło mi będzie Cię gościć. Pozdrawiam również. :)

  31. 36 lukasz
    4 maj 2009 o 13:57

    Czy istnieje możliwość udostępnienia zdjęć zawartych na stronie.
    Są one dobrej jakości i chciałbym wybrane wykorzystać w do publikacji edukacyjnych.
    Proszę uprzejmie o kontakt na e-mail: lukaszwojcik1983@wp.pl

  32. 37 leloop
    15 maj 2009 o 9:41

    wprawdzie nie widze u Ciebie “dzialu” mrowkowego (zreszta nie wiedzialabym, do ktorego je zaliczyc :/ ) ale moze tu http://dogin.blox.pl/2009/05/Swiat-wedlug-mrowki.html znajdziesz kilka ciekawostek

  33. 15 maj 2009 o 19:34

    Leloop, wielkie dzięki za link! Tam jest ocean fascynujących informacji… Super. :)
    A mrówki mam, oczywista rzecz. Należą do błonkówek i tam należy ich szukać. Niestety, tylko dwa gatunki (wścieklica i rudnica) są oznaczone, cała reszta jest na dole pod “mrówkowate”.

  34. 39 amba
    31 maj 2009 o 8:26

    Szukałam mydlnicy lekarskiej i trafiłam do chwastowiska. Jestem pod wrażeniem….
    Ja również od kilku lat fotografuję chwasty. Co prawda w trochę innym otoczeniu – głównie na wsi i w lesie. Ale również zdarza mi się sfocić coś na moim blokowisku lub za przystaniem.
    Zobaczyć piękno w każdej roślinie….
    Stanisław Wyspiański z wielkim upodobaniem rysował mniszki lekarskie, twierdząc że mają gotycką formę…..

  35. 31 maj 2009 o 11:02

    Witaj, bratnia duszo. Cieszę się, że Ci się spodobało. :)
    Skoro tak mówił Wyspiański, to wierzę mu na słowo. Zresztą sama wiem, że niewiele jest na świecie rzeczy piękniejszych niż łąka pełna kwiatów…
    Nie myśl, że Warszawa to tylko samo miasto, mamy tu i resztki dawnych wsi, i całe mnóstwo lasów, zupełnie niedaleko od centrum. W dziale “miejsca” jest na to mnóstwo dowodów. ;)
    Twoje zdjęcia można gdzieś obejrzeć, czy fotografujesz tylko dla siebie?

  36. 2 czerwiec 2009 o 22:54

    Także przypadkiem tu trafiłam. Postanowiłam bowiem, że na znacznej części mego ogrodu (www.zagroda.info/ogr.html) urządzę… chwastowisko! W tym celu pozbędę się przebrzydłej pospolitej trawy, ale pozostawię kostrzewy, wiechliny, turzyce jako tako ozdobne, a wolne miejsce obsadzę dziko rosnącymi roślinami. Jeśli są w grupie i przycina się je w odpowiednim czasie, to wyglądają prześlicznie.
    Urządziłam tego roku rabatkę z roślin leśnych, ale boję się, że nie wszystkie zechcą rosnąć w tym “sztucznym” lesie.
    Pozdrawiam miłośników chwastów!

  37. 3 czerwiec 2009 o 17:47

    Wspaniały jest Twój ogród. Podziwiam, w tak krótkim czasie zrobić coś z niczego… Wygląda pięknie, kolorowo i naturalnie. Bardzo mi się podoba. A pomysł na pokazanie ilustrowanej kroniki jego powstawania – absolutnie super.
    Pozdrawiam miłośniczkę chwastowisk. :)

  38. 43 Basia
    3 czerwiec 2009 o 19:30

    I ja także obejrzałam Twój ogród, Zdzisławo, z ogromną przyjemnością!!! :-)

    To wspaniale, że Chwastowisko warszawskie umożliwia takie spotkania z innymi osobami myślącymi jakże podobnie! :-) ))

  39. 44 Basia
    3 czerwiec 2009 o 19:36

    Powyższe napisała właścicielka ogrodu bynajmniej nie francuskiego, a do tego miłośniczka chwastowisk poznańskiego i gnieźnieńskiego, które może kiedyś zaistnieją w sieci za przykładem Chwastowiska warszawskiego :-)

  40. 3 czerwiec 2009 o 22:40

    Chwastowisko warszawskie z niecierpliwością czeka na swych braci z Gniezna i Poznania. :)

  41. 4 czerwiec 2009 o 12:07

    Tak sobie pomyślałam, że można by założyć filię chwastowiska warszawskiego w moim Moczydle. Nie jest to Moczydło podwarszawskie, ale też i nie księżycowe, a w dodatku przy szosie warszawsko-krakowsko-wiedeńskiej. Przydałyby się zatem nasiona kilku niedostępnych u mnie “skarbów”. Mam niewielką folię, jaką wykorzystuję wyłącznie do rozmnażania roślin.

  42. 4 czerwiec 2009 o 17:33

    Zdzisławo, wiele roślin, których zdjęcia są na tej stronie, spotkałam tylko ten jeden jedyny raz. Koszenie odbywa się tu mniej więcej co trzy tygodnie, więc warszawskie chwasty rzadko dożywają pory dojrzewania nasion… A ja mam niestety zbyt mało czasu, żeby szukać ewentualnych niedobitków gdzieś na drugim końcu miasta. :( Poza tym jestem zdania, że obcych (i ekspansywnych, jak to chwasty) roślin nie powinno się introdukować w oddalonym środowisku, bo kto wie, co z tego może wyniknąć dla miejscowych gatunków.

  43. 4 czerwiec 2009 o 18:42

    Mam tę samą wątpliwość, ale mieszkam tu, gdzie niegdyś spędzałam dzieciństwo u dziadków, i wiele chwastów pamiętam z tych czasów. Na przykład kąkole. Teraz poruszyłam naszą wieś i okoliczne, by odnaleźc bodaj jednego, na nasiona. NIE MA! Wszystko wytrute w zbożach. Nie marzą mi się chwasty egzotyczne, broń boże. I wiem, że raczej nie powinno się ich sztucznie przemieszczać, choć z drugiej strony wszystkie ruderalne raczej się tej reguły nie trzymają.
    Wczoraj natrafiłam na skraju lasu na przedziwny, nieopisanej piękności kwiat. Zaznaczyłam go patykiem z nadzieją, że doczeka nasionek.
    Mój apel o nasionka jestraczej do tych, co mają czas i chęć zabawiać się tego typu działanością.
    Zaglądam tu kilka razy dziennie, bo chcę ponazywać to, co mnie otacza.

  44. 4 czerwiec 2009 o 18:59

    No właśnie, niektóre chwasty zostały wytępione bardzo skutecznie. I teraz żal. :(
    Jeśli bardzo zależy Ci na kąkolu, to tylko Jasieczek mógłby w tym pomóc:
    http://onaturzebezkomentarza.blox.pl/2007/06/Kakol.html
    Co prawda jest ostatnio bardzo zajęty, ale może… Zresztą i tak trzeba by do jesieni czekać na nasiona.
    Bardzo jestem ciekawa, jaki kwiat spotkałaś. Zrobiłaś mu zdjęcie?
    Cieszę się, że moje Chwastowisko na coś Ci się przydaje. :)

  45. 50 pajędza
    4 czerwiec 2009 o 22:39

    czesc
    Chwastowisko – fajna nazwa, fajna strona :-)
    Jako botanik muszę jednak się wymądrzyc ;-) – to a propos nie oznaczonych roślin – porosty to porosty, nie rośliny, a grzyby to grzyby – nie rośliny ;-) Powinny mieć swoją osobistą kategorię. Powoli ta zła tradycja ich klasyfikacji znika z podręczników – zbyt powoli ;-)
    A kolo mnie na Grochowie rośnie na trawniku Armeria maritima – tak sobie myślę, że pewnie się nadmorsko czuje w solance chlustającej przez całą zimę na ten przyuliczny trawnik ;-) Debilizm nazywany u nas przez ludzi niezorientowanych pielegnacją zieleni powoduje, że biedny zawciąg co wytworzy kwiatostany, to mu je kosiarka przytnie na poziomie gleby…
    No to fajnych chwastów życzę :-)

  46. 4 czerwiec 2009 o 23:09

    Cześć. Dzięki. Za pouczenie też. ;) Wiem świetnie, że jest jak mówisz, byłam pewna że kiedyś ktoś mi to wytknie, ale chciałam rzecz ująć krótko, syntetycznie – i nieco umownie, bo rozdrabnianie tej kategorii na parę części nie ma sensu. Gdyby była jakaś nazwa na określenie tego wszystkiego, co zwierzęciem nie jest… ale nic nie przychodzi mi do głowy.
    Koło mnie też zawciąg rośnie, teraz już wiem dlaczego, tam też musi być pełno soli. ;) To znaczy rósł, bo od dwóch lat go nie widziałam, po skutecznym przycinaniu co dwa tygodnie (miejsce jest poniekąd reprezentacyjne) chyba się w końcu poddał. Ano, debilizm, nie ma lepszego słowa.
    Życzmy IM wielu popsutych kosiarek i permanentnego braku części zamiennych. Wtedy i fajne chwasty się znajdą. :)

  47. 52 Basia
    5 czerwiec 2009 o 1:32

    W sprawie kąkola – kilka lat temu nabyłam nasiona i wysiałam u siebie w ogrodzie, szkoda, że za przykładem innych roślin nie rozsiał się sam, żeby teraz tu i ówdzie się pokazywać ku mojej uciesze :-( bo niezmiernie urodziwa jest ta roślinka :-)

    W naturze to ja jeszcze widuję kąkole, podobnie jak inne z tych chwastów segetalnych – ostróżeczka polna, chaber bławatek, kąkol polny, mak polny jeszcze sobie jako tako dobrze radzą w moich stronach :-) Natomiast brak całkowicie miłka letniego :-(

    Ale nasionek kąkola nie bardzo mogę obiecać, bo trafić akurat tak dobrze, by roślina wydawała owoce, to nie jest łatwe, gdy w takie miejsca trzeba specjalne wycieczki urządzać i polne dróżki obierać tak w sam raz na czas :-(

    A co jeszcze mnie zachwyca w tych chwastach segetalnych – to że są często archeofitami – roślinami przywleczonymi do Polski jeszcze w czasach przedhistorycznych – zadziwia mnie wiedza botaniczna pod tym względem – jak to się stwierdza, że dany gatunek jest archeofitem??? Oprócz wiedzy botanicznej, geografii roślin i czego tam jeszcze, archeopalinologii może, jest w tym też tajemnica ….. i poezja ….. :-) :-) :-)

  48. 53 Basia
    5 czerwiec 2009 o 1:41

    Poznańskie i gnieźnieńskie chwastowiska, a i “grzybiska” ;-) muszą kiedyś powstać ….. gdyby tak doba mogła mieć ze cztery godzinki więcej ……… kiedyś muszą powstać ….. :-)
    W ostatnim czasie sporo zaległych planów udało mi się zrealizować, ale idzie lato, sezon urlopowy, potem grzybowy :-) , a potem dłuuuga jesień, i to chyba będzie ta WŁAŚCIWA PORA :-) :-) :-) Oczywiście dam znać!!! :-) Przez ten czas muszę wymyślić swoją nazwę, bo przecież nie wypada mi tak podkradać nazwy Twojego, Radzido, autorstwa i pomysłu :-)

    Jejku, która to godzina, teraz to już idę spać ;-) ;-) ;-)

  49. 5 czerwiec 2009 o 18:48

    Basiu, nie będę mieć nic przeciwko temu, żebyś swoje miejsce nazwała – na przykład – Grzybowiskiem. :) Tylko niech ono wreszcie powstanie! Tak, tak, teraz mówisz, że “na jesieni będzie właściwa pora”, a jesienią się okaże, że tyle grzybów wszędzie więc czasu brak, potem przyjdzie zima, a zimą też to i owo znaleźć można…
    Wiesz co? Najważniejsze to zacząć. A ja mam przeczucie, że Ty się po prostu boisz zacząć. :)

  50. 55 Basia
    5 czerwiec 2009 o 20:56

    Nie, nie, chyba się nie boję ;-) Tylko ten czas, a raczej zmora braku czasu, wciąż tyle różnych zajęć :-( A grzyby, grzybki i grzybeńki maluteńkie to faktycznie przez cały rok jakieś są :-) ))

    A jak mowa o strachu – dziś nie wystraszyłam się dzików w lesie ;-)
    Pierwszy raz napotkałam ten kaliber zwierzaków! Dwa dziki! Nie znam się na dzikach, tylko tyle zauważyłam, że były bardzo ładnie rude, jeden z nich popatrzył na mnie uważnie, był jakieś 30-40 m ode mnie, a potem oba pognały gdzieś :-) )) Dobrze, że to nie była locha z młodymi, tylko właśnie, kiedy one mają młode???

  51. 5 czerwiec 2009 o 21:37

    Z zajęciami jest tak, że niektóre się musi, a inne się może. I spośród tych ostatnich się wybiera te, które podobają się bardziej. Dlatego tak Cię namawiam, żebyś zaczęła choć na próbę, jeden raz – bo niewykluczone, że to zajęcie Ci się spodoba na tyle, że właśnie je zaczniesz wybierać. Ale nie dowiesz się tego, póki nie spróbujesz. :)
    Dziki??! Po okropnych ostępach spacerujesz ostatnio. Naprawdę się nie wystraszyłaś? Ja taka odważna nie jestem, wolałabym podobnego spotkania uniknąć, choćby nie wiem jak ładne były. ;) Hmm, młode chyba mają trochę później, dziki to nie muchy, żeby tak raz dwa. ;)

  52. 57 Basia
    6 czerwiec 2009 o 6:03

    No więc, omiotłam wzrokiem okolicę i zaraz obok mnie było “podwójne” drzewo, którego dość gruby drugi pień był ucięty na wysokości metra ;-) i to zaraz wzięłam pod uwagę jako drogę “ucieczki” w razie, gdyby chciały wziąć mnie na cel ;-)
    Miejsce mieściło się maks. o,5 km od leśniczówki, ale było to w pobliżu olsu, a tam woda stała w wielu miejscach po obfitych ostatnio deszczach i to na pewno przyciągnęło zwierzaki. Doświadczeni mówią, że dzikie zwierzęta czmychają na widok człowieka i tak faktycznie było, choć czmychnęły nie od razu, a z pewnym rozmysłem :-)
    Cóż, muszę się z tym liczyć, że dziki są w lasach, bo są, a wiele, naprawdę wiele razy oglądam ich buchtowiska :-) Raz nawet znalazłam piestraka w takim buchtowisku :-) To był mój pierwszy i na razie ostatni znaleziony grzybek podziemny :-)

    Poszukam, kiedy te młode, lepiej to wiedzieć ;-)

  53. 58 Basia
    6 czerwiec 2009 o 6:17

    No, a z tymi zajęciami … strasznie bardzo opanowana jestem od jakiegoś czasu “żądzą” poznawania grzybków i wyszukiwania ciekawostek grzybowych, mam nawet pewien program do realizacji, z czego się cieszę bardzo, bo to duża sprawa dla mnie jako amatora móc robić coś, współuczestnicząc w tym ze specjalistą :-) :-) :-)
    A jak bywam ostatnio w lasach, to ogarnia mnie przemożne pragnienie – gdybym mogła tak pracować jako obserwator przyrody, obserwować, spisywać i przekazywać komuś swoje obserwacje – MARZENIA!!!!! :-)

    Ale foto-materiału wszelkiego mam nagromadzone tyyyle, że kto wie, a blog daje taką fajną możliwość kontaktów i dzielenia się swoimi pasjami …. :-)

    Moja pasja fotograficzna rozkwitła i nałożyła się na moje “przyrodolubienie” od czasu, gdy otrzymałam cyfraka na Gwiazdkę w 2006 r. czyli od początku 2007 roku, startowałyśmy w tym samym czasie? :-) :-) :-)

  54. 6 czerwiec 2009 o 18:04

    Patrz, Basiu, opisujesz takie ciekawe przeżycia (wrażenia, refleksje, marzenia…) u mnie w komentarzach. A przecież mogłabyś w tym samym czasie (więc brak czasu jako argument odpada!) pisać to samo jako notkę w swoim blogu. I jeszcze zilustrować fajnymi zdjęciami. :) Wtedy to ja bym do Ciebie wpadła, pokomentowała, pomarzyła…
    Ano, obie startowałyśmy w 2007. Co prawda aparat miałam już wcześniej, ale fioła na punkcie przyrody dostałam właśnie wtedy. :) I wciąż się trzyma mocno. Barrrdzo mocno. ;)

  55. 60 Basia
    6 czerwiec 2009 o 18:46

    Kuś, kuś :-) :-) :-) Trzymam za słowo, że będziesz wpadać do mnie! :-) :-) :-) Teraz żałuję, że muszę wyjść z domu na cały wieczór, jakieś tańce, i nie za bardzo chcę, ale muszę :-( Eh, czemu ja takie wyjście uważam za czas stracony ;-)

  56. 61 Basia
    6 czerwiec 2009 o 18:50

    I jeszcze – nazwa “Moje grzybowisko” baaaardzo mi się podoba!!! :-O
    A że roślinki i inne organizmy towarzyszą przecież grzybkom, to …. o, i widzisz? Inspirujesz mnie, inspirujesz …. :-) Wszak to krople drążą skałę :-)

  57. 6 czerwiec 2009 o 22:17

    Kuszę, kuszę, jak tylko mogę kuszę…
    W tanecznym rytmie inspiruję…
    I obiecuję, że będę wpadać. :)

  58. 63 leloop
    9 czerwiec 2009 o 11:11

    jestem jak najbardziej za “grzybowiskiem”, raz ze lubie ogladac z bliska to czego nie widze z daleka, dwa moze w koncu zaczne odrozniac podgrzybka od muchomora. mieszkam prawie, ze w lesie a nie potrafie zbierac grzybow :/ wstyd, oj wstyd …
    a teraz moja historia o dzikach
    dzialo sie to niecale dwa tygodnie temu w parku, w ktorym miesci sie sopopckie hospicjum. park z kolei znajduje sie tuz przy glownej trasie przelotowej z Gdyni do Gdanska, kto zna troche 3Miasto ten wie, sznur samochodow w obie strony, obok osiedla, kolejka, generalnie srodek miasta. w porze obiadowej wygladam przez okno i co widze ? grupke wolontariuszy wychodzacych z hospicjum a 10 metrow przed nimi truchcikiem biegnaca loche a za nia 7-8 wesolutkich warchlakow. po chwili wesola gromadka zniknela w pobliskich krzaczorach a wolontariusze poszli dalej. godzine pozniej ja wychodze do samochodu, ktory zaparkowany przy ogrodzeniu i co widze, 3 ciekawskie ryjki przed ogrodzeniem (cwaniaki przelazily pod siatka) a szczesliwie za ogrodzeniem bacznie przygladajaca sie scenie mamusia, nie miala zachecajacej miny, oj nie ;) cale towarzycho 5-6 metrow ode mnie. zniknely jak za dotknieciem rozdzki gdy samochod ruszyl.
    nie mialam zielonego pojecia, ze dziki sa tak wielkie, mamusia to byl naprawde potwor :/
    a jadac kolejka z Gdanska do Gdyni zauwazylam w nasypie przy jednym z przystankow lisie nory i mlode liski wygrzewajace sie na sloncu i obserwujace spokojnie przerjezdzajace pociagi.
    wszystko ladnie i pieknie do czasu gdy lis kogos pogryzie :(

  59. 9 czerwiec 2009 o 16:40

    Leloop, Basia ugania się raczej za takimi grzybami, których nigdy w życiu nie widziałaś i pewnie nie zobaczysz. ;) Ale jak się do niej ładnie uśmiechniesz, to kto wie, może i muchomora, i podgrzybka sfotografuje. :)
    Czytając historię o dzikach jakoś wcale Ci nie zazdrościłam. Ani dzików, ani okoliczności… Tym niemniej to naprawdę zaskakujące, w takim miejscu! No i przy okazji wyjaśniło się, że one JUŻ mają młode. Co Basi poddaję pod rozwagę. :)

  60. 65 Basia
    10 czerwiec 2009 o 7:49

    Skoro już dwie na jedną ;-) to coraz bardziej przekonana jestem :-) no i teraz zasadnicza sprawa, choć na grzybkach “troszko się znam” to na tych różnych zawiłościach komputerowych duuuużo mniej, szczytem moich osiągnięć jest zalogowanie się i uczestniczenie w forach, a tu TRZEBA STWORZYĆ COŚ WŁASNEGO ….. I marzeniem jest, by było tak piękne jak Chwastowisko warszawskie :-) Muszę wymyślić jakiś sposób, by znaleźć pomocnika …. mąż jeszcze nie wiem o tym, jakie zamachy szykuję na czas, który on poświęca swoim pasjom ;-) ;-) ;-)

    Muchomorki też fotografuję, są takie ładne, niektóre baaaaardzo niebezpieczne, niektóre ….. jadalne …..

    Już są lochy z młodymi??? !!! :-( Wezmę pod uwagę ….. ale do lasu i tak pojadę ;-( ….

  61. 10 czerwiec 2009 o 17:35

    Basiu, proponuję działanie natychmiastowe i radykalne. ;) Po prostu wejdź na tę stronę i załóż blog:
    http://pl.wordpress.com/signup/
    Jedno, co musisz przedtem zrobić, to przemyśleć nazwę – bo nazwa (nie mylić z tytułem widocznym na górze – możesz go zmieniać!) będzie jednocześnie linkiem. Tak jak u mnie: chwastowisko.
    Do prowadzenia bloga nie potrzeba żadnych komputerowych umiejętności. Wystarczą te, które już masz. :) Zakładasz, wybierasz szablon – i od razu możesz pisać pierwszą notkę. Naprawdę.

  62. 67 grzybowisko
    11 czerwiec 2009 o 7:42

    ZAPRASZAM! :-) :-) :-) http://grzybowisko.wordpress.com/2009/06/11/3/

    PS.
    Rzeczywiście, zrobiłam to sama, bez męża ;-) :-) :-O

  63. 68 grzybowisko
    11 czerwiec 2009 o 7:49

    Są jednak rzeczy niezbadane dla mnie w tej netowej przestrzeni, w chwastowisku warszawskim przestałam być Basią, stałam się grzybowiskiem ….. ??? A może to dlatego, że pod taką nazwą występuję w wordpress? :-)

  64. 11 czerwiec 2009 o 9:59

    Brawo, brawo. Bardzo się cieszę, że zdobyłaś się na odwagę. :)
    Jeśli jesteś grzybowiskowo zalogowana, będziesz pod tą nazwą występować w komentarzach. Jeszcze powinnaś “pod nick” wstawić link do bloga, chciałam Ci podpowiedzieć, jak to zrobić, ale szukam, szukam… i nie moge znaleźć gdzie. Zmieniali tu ostatnio panel i się pogubiłam. :/ Pamiętam, była również możliwość zmiany podpisu… i też nie mogę znaleźć. Może Tobie się uda, jeśli pogrzebiesz. :)

  65. 11 czerwiec 2009 o 10:02

    A, już wszystko wiem. Napiszę u Ciebie. :)

  66. 12 czerwiec 2009 o 11:31

    nie na temat:
    probuje odpowiedziec Basi na Grzybowisku ale moje komentarze nie wyswietlaja sie :(
    moze powiedz jej o tym, moze mnie nieopatrznie zablokowala czy cus ?

  67. 12 czerwiec 2009 o 11:44

    Mogłaś do spamu wpaść. :( Zaraz powiem, chociaż już mnie właściwie nie ma. ;)

  68. 24 czerwiec 2009 o 23:40

    W galerii porostów są zdjęcia rozetników murowych a nie misecznicy.
    Poza tym super galerie i perfekcyjne foty.
    http://www.fotka.pl/albumy/mirki2/1,Ja/23166707,Rozetnik_murowy-Protoparmeliopsis_muralis_13_maja_2009_Gdansk_Przymorze,/duze

    pozdrawiam

    • 25 czerwiec 2009 o 22:23

      Bardzo mi miło powitać specjalistę. :)
      Wielkie dzięki za poprawkę! Wszystkie to rozetnik..? Zastanawiam się, jak można go w takim razie odróżnić od misecznicy i czy laik taki jak ja jest w stanie sobie z tym poradzić?
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam również. :)

  69. 77 Agnieszka
    6 sierpień 2009 o 15:56

    Prosze o kontakt w sprawie wykorzystania zdjęc.

  70. 80 W
    11 wrzesień 2009 o 19:08

    Blogi są głupie, niepotrzebne i nie ma sensu się nimi interesować. Tak myślałem, do tej pory. Mam nadzieję, że Autorowi zapału nie zabraknie do kontynuowania tej strony!

  71. 11 wrzesień 2009 o 19:39

    Autorce :) nie ma zamiaru zapału zabraknąć, w każdym razie nic na to nie wskazuje.
    Hm, to nie jest typowy blog, może dlatego ta miła opinia…
    Pozdrawiam W. i zapraszam do odwiedzania Chwastowiska. :)

  72. 20 wrzesień 2009 o 21:32

    ja tez mam taka nadzieje:) bo ten blog mi sie bardzo podoba

  73. 84 Alia
    27 wrzesień 2009 o 21:07

    Trafiłam tu zupełnym przypadkiem, dodałam stronę do zakładek, a teraz oglądam kolejne galerie. Z zamiłowania jestem botanikiem-amatorem i uwielbiam wszelkiego rodzaju “chwasty.” Łącznie z tym, że w skrzynkach na balkonie mam w tej chwili psiankę, żółtlicę, pokrzywę i jeszcze jakąś trawę, bo nie miałam serca wyrywać.
    Makrofotografią roślin też się zajmuję, ale moje zdjęcia oczywiście nie wytrzymują porównania.

  74. 27 wrzesień 2009 o 23:01

    Bardzo miło mi poznać jeszcze jedną miłośniczkę chwastów. :)
    Też hodujesz je w skrzynkach? ;) Rok temu miałam tam cały zielnik, nawet mlecz mi się zasiał. I rdest powojowy się piął. A przymiotno jak pięknie kwitło!
    Dlaczego “oczywiście” Twoje zdjęcia nie wytrzymują porównania? Moje też kiedyś nie wytrzymywały, ale się nauczyłam. :)

  75. 86 Alia
    4 październik 2009 o 18:06

    Tak sobie jeszcze pomyślałam – wiesz, jakie jest największe warszawskie chwastowisko? Okolice torów kolejowych, szczególnie wokół Warszawy Wschodniej. Ilekroć przejeżdżam tamtędy pociągiem, widzę kolorowe, kwitnące zarośla, maki, chabry, rozchodniki.

  76. 4 październik 2009 o 19:36

    Na drugą stronę Wisły raczej się nie zapuszczam. Sama nie wiem dlaczego, no ale nie (hm, może dlatego, że nie dochodzi tam metro? ;) ) Ale kolejowy syndrom chwastowiskowy znam, jak najbardziej, choćby z okolic Lasku na Kole. PKP-owcy nigdy niczego nie koszą, bo ich to nie obchodzi. Dzięki temu przy torach można spotkać rzadkie gatunki roślin, to fakt.

  77. 88 Alia
    6 październik 2009 o 15:58

    Taką jeszcze miałam ostatnio refleksję – nie mam nic przeciwko zadbanym, regularnie koszonym i regularnie podlewanym trawnikom, jak na przykład przy gmachu Sądu Najwyższego. Ale w mieście przeważnie wygląda to tak, że nikt się nie przejmuje, trawnik jest koszony w połowie suszy i w efekcie mamy następnie wysuszone, zbrązowiałe klepisko. A ten sam trawnik przed skoszeniem, z chwastami, przynajmniej wyglądał na żywy.

  78. 6 październik 2009 o 17:55

    Aha, to jest dokładnie to, co ja na ten temat sądzę. :) Aż żal patrzeć na te wyschnięte resztki trawy po wrześniowej suszy. Już przed zimą ładnie nie zdąży odrosnąć. :( Do tego w wyniku koszenia efekt się kumuluje – bez okrywy ziemia schnie dwa razy szybciej. Ale to za mądre dla tak zwanych władz. A ja wciąż nie mogę pojąć, o co chodzi z tym koszeniem… I dlaczego źdźbła traw poucinane tuż przy nasadzie są bardziej pożądanym widokiem od kolorowych kwiatków.

  79. 10 październik 2009 o 11:57

    Jeszcze jeden jest aspekt uporczywego i systematycznego koszenia w miastach – czekam z utęsknieniem zimy, marząc o tym, jaka wówczas nastanie cisza w miastach!!! Wreszcie miasta będą wolne od drażniącego, denerwującego i wszędobylskiego WARKOTU KOSIAREK!!! Za chwilę zaraz zamknę okno mojego mieszkania, by odciąć się od hałasu koszenia z sąsiedztwa!!!
    :-(

  80. 10 październik 2009 o 16:49

    Ano, to jest okrrrropny dźwięk. A jeszcze gorsze jest to, co zapowiada… Znów zero roślin, zero owadów, tylko paskudne klepisko. :(

  81. 92 Alia
    10 październik 2009 o 17:28

    Tak mnie ta strona zainspirowała, że nabyłam przez allegro “Florę jesienną” Mowszowicza, do kompletu do “Flory wiosennej” i “Flory letniej”, które kupiłam jeszcze dziecięciem będąc.

  82. 10 październik 2009 o 18:21

    Miło być inspiracją. :) Tych pozycji w ogóle nie znam ani nawet o nich nie słyszałam… w dawnych czasach chyba nie było mi po drodze z przyrodą.

  83. 94 chwast mały
    10 listopad 2009 o 16:31

    Jest jeden malutki zakątek chwastów przy skrzyżowaniu Budowlanej i Odrowąża, na zachód od cmentarza. Polecam ostrożność ze względu na bywalców tego miejsca – butelki, strzykawki.

  84. 10 listopad 2009 o 17:07

    O nie, na Bródno to ja się nie zapuszczam. Po lewej stronie Wisły chwastów mamy dostatek. :)


Dodaj komentarz