21
Maj
17

ssaki

wiewiórka pospolita

Sciurus vulgaris

Sciurus vulgaris

Sciurus vulgaris

Sciurus vulgaris

Sciurus vulgaris

Szłam przez osiedlowe podwórko, wracając z pracy. Nagle usłyszałam donośne krakanie. To dwie wrony z wielkim wrzaskiem latały naokoło drzewa. Spojrzałam – a na drzewie wiewiórka! W błyskawicznym tempie obiegała pień, unikając ciosów ostrych dziobów. W końcu zbiegła na dół i próbowała szczęścia na następnym drzewie, potem na kolejnym, a wrony cały czas leciały za nią. No tak, pora lęgowa ptaków…
Pobiegłam do domu po aparat. Znalazłam wiewiórkę na klonie w drugim końcu osiedla. Atakowała ją już tylko jedna wrona, lecz szybko przestała, widocznie odległość od gniazda okazała się wystarczająca.
Cóż, tego dnia wiewiórka musiała się zadowolić posiłkiem wegetariańskim. Wdrapała się wysoko i zaczęła zjadać klonowe kwiaty.
Do dziś jestem ogromnie zaskoczona tym spotkaniem. Byłam przekonana, że wiewiórki już wiele lat temu zniknęły z mojej okolicy.

  • nazwa polska: wiewiórka pospolita
  • nazwa łacińska: Sciurus vulgaris
  • rodzina: wiewiórkowate – Sciuridae
  • data zrobienia zdjęć: 2.05.2017
  • miejsce: okolice Starego Miasta

galeria – inne kręgowce »
galeria – mieszkańcy »

Reklamy

16 Responses to “ssaki”


  1. 16 czerwca 2017 o 20:12

    Niesamowita sytuacja! Wszyscy karmią wiewiórki w Warszawie, więc będzie ich coraz więcej.
    Podobnie jest z myszami. http://wyborcza.pl/7,75400,21726755,nadchodzi-wielki-atak-kleszczy.html

    • 17 czerwca 2017 o 10:58

      Ale przecież wszyscy karmią wiewiórki od lat, dlaczego akurat teraz miałoby zrobić się ich więcej? ;) Z myszami to inna sprawa, ich pomyślność zależy od urodzaju żołędzi, a wraz z myszami mnożą sie kleszcze. Czytałam już wcześniej ten artykuł. Ciekawe, jak będzie w tym roku.
      Kleszcza widziałam dwa dni temu. Siedział w ciemnym miejscu na łodyżce czosnaczka i nie wykazywał żadnego zainteresowania moją osobą. Dziwny jakiś. ;)

  2. 18 czerwca 2017 o 22:07

    Przez to karmienie coraz bardziej oswajają się z ludźmi i rozprzestrzeniają w mieście.
    Nie mogę się nadziwić, że mnóstwo osób ma kontakt z kleszczami, a nie zachowując radykalnych środków ostrożności, nie spotkałam ani jednego. Jaka one mają wielkość, jeśli nie są opite?

    • 20 czerwca 2017 o 21:11

      Nie spotkałaś ani jednego kleszcza, bo miałaś szczęście, albo bywasz w miejscach, których one nie lubią i w porze, kiedy nie są aktywne (czyli w czasie największego słońca). Ja przez 4 lata też miałam szczęście, a potem jeden mnie dopadł. :/
      Wielkość? To zależy, nimfy są tak małe, że trudno zauważalne. Ten, na którego natknęłam się kilka dni temu, był duży, miał może 3-4 mm.

      • 26 czerwca 2017 o 21:20

        Na mojej łące bywam o różnych porach dnia, ale nie wcześniej niż po g.9 i nie później niż o g.19. Jeśli nie jest bardzo gorąco, to najczęściej przed południem, a gdy panują upały, to raczej pod wieczór. W Myślęcinku i w innych miejscach piknikowych odpoczywam i fotografuję popołudniu, no bo trzeba tam jechać dłuższy czas rowerem lub autobusem. W lesie bywam rzadko i tylko wtedy, gdy świeci słońce. Wszędzie staram się unikać krzaczorów.
        Dzisiaj w nocy śniło mi się, że miałam kleszcza na czole, gdzie zaczynają się włosy. Potem dostałam drgawek. W tym momencie zadzwonił budzik i obudziłam się.
        Moja koleżanka ma boreliozę :( Przez całą zimę kilka razy mdlała i była na OIOM. Lekarze nie wiedzieli, co jej dolega. W końcu wydało się, że to przez kleszcza, który ugryzł ją w zeszłym roku na wczasach w Grecji.

        • 29 czerwca 2017 o 19:12

          Kleszcze podobno uaktywniają się gdzieś tak koło czwartej po południu. Ale trudno powiedzieć, ile w tym prawdy. W każdym razie słońca i upału nie lubią. Ten sen był okrropny, uchh…:/
          Ano, borelioza to straszna choroba, mam to szczęście, że mnie nie dopadła. Poszłam wtedy do lekarza i dostałam profilaktycznie antybiotyk.

          • 29 czerwca 2017 o 19:56

            Moja łąka jest bardzo słoneczna. Na skraju ścieżek rośnie trochę drzew, głównie owocowych.
            W Poradniku Zdrowie podano, że w ciągu dnia szczyt porannej aktywności trwa od pierwszej rosy do południa, a wieczorem od godz. 16 do zmroku.
            http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/urazy-wypadki/kleszcze-obalamy-mity-o-kleszczach_42278.html

            Dobrze, że poszłaś do lekarza, gdy ugryzł Ciebie kleszcz. Moja babcia kiedyś też miała kleszcza. Dopadł ją w lesie, gdy opróżniała pęcherz. Od tego czasu unikam jak ognia takiej sytuacji. Zawsze najgorszy problem był w OB UKW, bo do domu daleko. Na szczęście od zeszłego sezonu stoi tam Toi Toi.

            • 2 lipca 2017 o 13:44

              W wyrażeniu „szczyt aktywności” kluczowym słowem jest „szczyt”. Czyli niewykluczone, że o innych porach kleszcz też może nas dorwać. ;) Natomiast ciekawa jestem, czy to prawda, że kleszczy w ogóle nie ma w sierpniu, bo trwa wtedy przerwa pomiędzy cyklami rozrodczymi.
              Mój pęcherz ma się dobrze i, jak do tej pory, nigdy nie wymagał opróżniania w czasie wędrówek. Uff. :)

              • 5 lipca 2017 o 13:02

                Niestety kleszcz może zaatakować zawsze i wszędzie :/ Aptekarze polecają środki przeciwko kleszczom, ale czy one są skuteczne, trudno orzec. Jeśli mam na sobie krótkie ubranie, to zawsze pryskam się odstraszaczem. Mój pęcherz różnie działa w zależności od pogody i ilości wypijanych płynów. Raczej jest wytrzymały. Na szlaku w Bieszczadach tylko raz opróżniłam pęcherz pod wielkim świerkiem w lesie po 5 godzinach spaceru. Na szczęście w pobliżu nie było żadnych krzaków. Dłużej nie wytrzymałabym.

                • 7 lipca 2017 o 19:00

                  Odstraszacza (obowiązkowo z DEET-em) używam zawsze, gdy wybieram się w podejrzane rejony, niezależnie od ubrania. A i tak raczej pozostaję na ścieżkach, w wysokie trawy i chwasty staram się nie zapuszczać.
                  Pięć godzin to długo, więc wcale Ci się nie dziwię.

                  • 25 lipca 2017 o 19:59

                    Też nie lubię chodzić wśród wysokich traw i chwastów. Niestety czasem motyle mnie zwabią. Gdy uganiam się za nimi, nie patrząc pod nogi, to zdarza mi się wpaść np. do dołka, w mrowisko albo w osty :/

                    • 26 lipca 2017 o 19:46

                      To ja jednak rozsądniej podchodzę do sprawy, pod nogi staram sie patrzeć zawsze, głównie dlatego, że nigdy człowiek nie wie, gdzie trafi na psią minę. ;)

                    • 31 lipca 2017 o 22:45

                      Też zazwyczaj patrzę pod nogi, ale płaskiego mrowiska albo zarośniętego dołka nie widać wśród chwastów i traw :/ A psie odchody leżą zazwyczaj wzdłuż głównych ścieżek. Właściciele psów nie zapuszczają się w chaszcze i psów chyba też nie puszczają z obawy o kleszcze.

                    • 3 sierpnia 2017 o 10:02

                      U nas psy biegają często bez smyczy, więc wszędzie potrafią wejść i zostawić swój ślad. :/ A na płaskie mrowisko jeszcze nigdy nie trafiłam – i całe szczęscie. Zdarzało mi się tylko stanąć na mrówczej ścieżce, gdzie moje buty i spodnie od razu stawały się ciekawym miejscem do zwiedzania. ;)

                    • 3 sierpnia 2017 o 15:51

                      Takie są uroki fotografowania w plenerze :>

                    • 4 sierpnia 2017 o 10:20

                      Ano, trzeba się z tym pogodzić.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: